Rodzice

„Dziecko bez kosztów”

Kiedy ludzie zagadują mnie o potencjalnego trzeciego potomka, od jakiegoś czasu już nie odpowiadam, że mnie nie stać. Drugie dziecko bowiem zweryfikowało mój pogląd na ilość potrzebnych gadżetów. Jeżeli zatem świat czuje się w obowiązku mobilizować nas do przysporzenia mu nowego obywatela, mówimy po prostu, że już nie, dziękujemy. A czy nas na dziecko stać? Na pewno dalibyśmy radę. I to nawet przed lekturą poradnika Giorgii Cozzy. Ale ona nie zaszkodzi.

 

bebe_72dpiMoje wejście do sklepu z akcesoriami dziecięcymi, gdy w końcu odważyłam się na zakupy, oczekując pierwszego dziecka? Przytłoczenie i przerażenie! Wyszłam i nie kupiłam nic. Potem podczytując fora, kompletowałam listę. Mam ją do dziś. Podobnie jak listę tworzoną przy drugim dziecku. Połowę krótsza! Giorgia Cozza ułatwi każdej matce debiutującej w swej roli zaoszczędzenie czasu, pieniędzy i energii na dokonywanie zbędnych zakupów. Będzie to sprzyjać lepszej relacji z dzieckiem. I pozwoli na zaoszczędzenie miejsca na planecie. Jest to możliwe na każdym etapie narodzin malca. Nie wierzycie?

Nadmiar od poczęcia
Ciąża choćby – Giorgia Cozza zauważa tendencję do kupowania nadmiaru ubrań ciążowych. Przytacza wypowiedzi lekarzy o USG wykonywanym stanowczo niepotrzebnie w takiej liczbie, w jakieś się je wykonuje. I rozpisuje się o syndromie wicia gniazda połączonym z wypełnianiem go nadmierną ilością gadżetów. Potem racjonalnie uzasadnia, jak bardzo zbędne są te wszystkie rzeczy: ubrania przydadzą się na bardzo krótko, po czym zaczną zalegać w szafie. Doskonale da się je zastąpić np. pożyczeniem obszerniejszej garderoby od ojca dziecka. USG nie tylko jest zbędne, ale być może szkodliwe. A gadżety do pokoju dziecięcego?

Właśnie. Czego tak naprawdę potrzebuje noworodek? Nie doceni ani wyszukanego pokoiku, ani doboru szczegółów swej garderoby. Nieśmiertelna komoda i przewijak… Naprawdę są potrzebne? Pierwsza może doskonale zostać zastąpiona wygospodarowaniem półki z szafy rodziców, drugi bardzo często stwarza niebezpieczeństwo i lepiej przewijać dziecko na kanapie albo na podłodze. Z tym ostatnim się zgodzę jako matka dziecka, które spadło z przewijaka. Ale co do pierwszego… hmm… niemowlę potrzebuje tak mało ubranek? A ulewanie? Nieszczelności źle założonych przez nieporadnych jeszcze rodziców pieluszek? Często zmieniałam ubranka niemowlęce po kilka razy dziennie.

Trzeba karmić piersią?

No właśnie. Czasem podczas lektury odnosiłam wrażenie, że autorkę nieco za bardzo ponosi optymizm. Wspomniana liczba ubranek albo kwestia karmienia piersią… Karmiłam drugie dziecko do trzeciego roku życia, ale pierwsze tylko pół roku. A znam wiele matek naprawdę chcących karmić swe dzieci, którym się nie udało. Przyczyny są najróżniejsze. Giorgia Cozza uznaje karmienie piersią za niemal 100% gwarancję sukcesu, gdyż jej zdaniem problemy przydarzają się „niezwykle rzadko”. Przekonuje, że zakup butelek, smoczków oraz innych tego typu akcesoriów jest zbędny. Hola, hola! Czy matka musi być non stop przywiązana do swego dziecka? A jeżeli chce/musi wyjść? Wrócić do pracy? O, fragment poświęcony karmieniu malca jakoś mnie nie urzekł.

Jeżeli już musimy karmić dziecko mlekiem w proszku, wybierzmy takie, które jest mniej znane i przez to tańsze – pisze Giorgia Cozza. Włoska rzeczywistość chyba jednak różni się od naszej. Mało znane mleko? Po pierwsze, żadne nie przychodzi mi do głowy. Po drugie – jeżeli któreś jest mniej znane, to chyba tylko dlatego, że jest jeszcze droższe niż inne i przez to mniej popularne.

„Dziecko bez kosztów” nie jest zatem wolne od pewnych naciągnięć albo nieścisłości (związanych być może z inną rzeczywistością, która otacza autorkę). Niemniej całość wypada zdecydowanie na plus. Wiele ciekawych pomysłów, wypowiedzi fachowców (przekonywały mnie one znacznie bardziej niż anonimowe świadectwa matek, zwłaszcza tych  dopiero oczekujących pierwszego dziecka!).

Ziemia nie potrzebuje tylu rzeczy!

No i przede wszystkim – liczby, liczby! Te ostatnie robią wrażenie szczególnie, gdy odnoszą się do tego, jak zbędne zakupy przekładają się na zanieczyszczenie planety. Pampersy, które rozkładają się po kilkadziesiąt lat, to ile drzew składa się jednorazówki dziecka używającego ich przez trzy lata… Szkodliwość baterii zasilających rzesze elektronicznych zabawek, którymi tak naprawdę dzieci nudzą się w bardzo szybkim tempie. No i wszechobecne pokłady plastiku, które zostaną po naszym dziecku dla przyszłych pokoleń!

Mniej znaczy więcej

Na szczęście Giorgia Cozza nie ogranicza się do biadolenia. Szereg rzeczowych rozwiązań i precyzyjne wykazanie, jak wiele skorzysta dziecko na tym, że kupi mu się mniej, to atuty tego poradnika. Bo ponad korzyściami dla zasobów naszych portfeli oraz przyszłości planety góruje to, co chyba dla myślącego rodzica najistotniejsze – wielkie zyski dla dziecka, któremu zamiast gadżetów zaoferuje się zacieśnienie relacji z rodzicami.

Jeżeli twierdzenie, że w imię dobra dziecka mniej mu się będzie kupować, nie brzmi zbyt wiarygodnie, wystarczy rzetelnie samemu przeanalizować: po co kupuje się dziecku kolejną zabawkę? Zapewne jednym z zasadniczych celów jest uzyskanie paru chwil spokoju dla siebie. Właśnie: dla siebie… Czy nie często dokonuje się spustoszenia w sklepach dziecięcych głównie po to, by sprawić samemu sobie przyjemność, bo… lubi się kupować? Autorka „Dziecka bez kosztów” proponuje nam w zamian rozwiązania, dzięki którym rodzice mogą być z dzieckiem bliżej – tak naprawdę też dla siebie samych przecież.

Zresztą można to rozszerzyć jeszcze: dążenie do oszczędności, o którym pisze Giorgia Cozza, przekłada się na zacieśnianie więzi z ludźmi – zachwalane przez nią przekazywanie sobie rzeczy używanych, wymienianie się pomocnymi w wychowaniu dziecka mądrościami, przekazywanie doświadczeń. O, właśnie! Autorka zdecydowanie stawia ich wartość ponad poradnikowymi rozwiązaniami, bo w sumie kupowanie poradników też traktuje z dystansem.

A jednak… napisała poradnik właśnie! Nie byłaby jednak konsekwentna w wyznawanym światopoglądzie, gdyby nie był on ekonomiczny. Rzecz nie tylko w sposobach na oszczędzanie pieniędzy. Często czytając miałam wrażenie, że to tylko punkt wyjścia do zmiany podejścia do szerszych spraw, takich jak stosunek do własnego rodzicielstwa, zyskanie świadomości ekologicznej, otwarcie się na ludzi.

Ta nie tak znowu obszerna publikacja w stosownie minimalistycznej okładce i wydłużona – według mnie – zbędnymi świadectwami anonimowych matek, zawiera w sobie potencjał inspiracji, którym można by obdzielić kilka innych książek.

Całe tłumy matek epatowanych ofertami producentów z potężnej branży okołodziecięcej, mogą przeżyć naprawdę niezły szok. Ja bym im tego szoku nie żałowała. Korzyści są zbyt wielkie. Warto kupić jeden poradnik, by móc się nimi cieszyć.

Giorgia Cozza tylko raz wyłamała się z programowego minimalizmu – uczyniła wyjątek na rzecz książeczek dla dzieci (nie poradników!). Jasna sprawa, że przestawiła alternatywne sposoby na ich zdobywanie. Ale nie podjęła prób udowadniania, że to zbędny wydatek. I całe szczęście. Jeżeli usiłowałaby to zrobić – ja bym jej nie kupiła. A tym bardziej nie polecałabym jej nikomu innemu.

A polecam, jak najbardziej polecam!

Giorgia Cozza, Dziecko bez kosztów, Wydawnictwo Mamania, czerwiec 2014

 

Artykuł ze strony: Ulicaekologiczna.pl